Bajka o piesku, który umiał postawić na swoim.

Bajka o piesku, który umiał postawić na swoim.

Był sobie pewien piesek, wysoki nienachalnie, obdarzony pięknym futerkiem i imponującym pióropuszem ogona.  Nazwijmy go Gump. Piesek ów miał życie usłane różami, kochającą go rodzinę, każdego dnia pełną miseczkę i długie spacery, które uwielbiał. Szczególnie cenił sobie spacerowe atrakcje – eksplorację mijanych kałuż, zabawy w błocie, tarzanie się w wonnych pozostałościach znalezionych na łące. Tak mu beztrosko mijało życie, aż pojawiła się zła wiedźma, która nakłoniła opiekunkę pieska, żeby pokazać go światu. Gump miał wziąć udział w Wystawie Psów Rasowych. Gump pojęcia nie miał, co to jest Wystawa Psów Rasowych, przygotowania nie były zbyt długie ani absorbujące, postał trochę na biesiadnym stole, pokazał zęby, pospacerował na krótkim sznurku i był niemal gotowy. Jeszcze tylko wizyta w psim salonie piękności, po której pachniał dziwnie i zabronione mu zostały błotne atrakcje. Ba, nawet do własnego ogrodu musiał wychodzić na smyczy i stąpać wyłącznie po ścieżkach. Następnego dnia nie dostał śniadania, a to już mu się zdecydowanie nie podobało. Zapakowano go do samochodu i pojechali na ową wystawę. Było dość ciekawie. Było dużo psów, mnóstwo nowych zapachów, pies Gump przespacerował się na sznurku, postał chwilę na stoliku, zaprezentował zęby i inne wdzięki, dostał medal i bardzo dużo uścisków od mamy i taty. Uściski były miłe, medal niejadalny i większość czasu spędził w podróżnej klatce, więc odczucia psa Gumpa były mieszane. W drodze powrotnej przeanalizował sobie wszystkie plusy dodatnie i plusy ujemne i wyszło mu, że jemu się jednak ta wystawa niezbyt podoba. Nie będzie uczestniczył.

Za czas jakiś była kolejna wystawa i znowu pies Gump zabrany został do salonu piękności, w którym pokryto go niemiłą wonią. Znowu podróż na głodniaka i spacery w kółko na sznurku. Pies Gump postanowił zademonstrować swoją dezaprobatę i szedł niechętnie. Całym sobą prezentował żal i pretensje. Sędzia doskonale to widział, ale i tak złośliwie nagrodził Gumpa całkiem niejadalnym medalem. Bierny opór pieska wcale nie zniechęcił familii Gumpa i po przerwie spowodowanej pandemią pojechali na kolejną wystawę. Znowu była wizyta w psim spa, znowu zakaz hasania, więc Gump już wiedział, co się święci. W upalny dzień siedział w klatce w cieniu namiotu i planował zemstę. Kiedy przyszła jego kolej i znana mu dobrze wiedźma założyła mu sznurek na szyję, wiedział już, co zrobi. Spacer po ringu wyszedł mu nawet dynamicznie, bo wściekłość dodawała mu energii. Ale kiedy przyszła jego kolej prezentacji wdzięków na stoliku, wkurzenie Gumpa doszło do zenitu i zrobił użytek z zębów, które tak bardzo chciała obejrzeć sędzia. Niemal dziabnął złą wiedźmę, to ona wszak winna była jego wystawowej karierze i na niej właśnie skupiła się złość pieska. Trochę było zadymy, trochę oburzenia, ale mamusia, wydawać by się mogło, zrozumiała. Gump miał nadzieję, że wyleczy się trwale z pomysłów ekshibicyjnych.

Minęło trochę czasu. W życiu Gumpa zaszły pewne zmiany, dostał bowiem przyrodnią siostrę. Czas jakiś trwał w oburzeniu, zdenerwowany małą istotą, która cały czas go zaczepiała, szarpała za futerko i ukradła mu przynajmniej połowę miłości mamy i taty. Z czasem dostrzegł jednak dobre strony posiadania prawie siostry, a nawet był jej wdzięczny, bo wzięła na siebie z wdziękiem uczestnictwo w tych okropnych wystawach.

Aż nadszedł ten okropny zimowy poranek, kiedy mamusia wpakowała Gumpa do samochodu i pojechali razem do salonu psiej piękności. Tego już było dla małego pieska zbyt wiele. Natychmiast skojarzył, czym się skończy ta wizyta i postanowił zrobić coś więcej niż kłapanie zębami. Zostawszy sam w domu, przypomniał sobie oglądany onegdaj program o Haiti i udał się na poszukiwanie stosownych rekwizytów…

 

Czy to jest możliwe, żeby bez udziału haitańskiej magii na kompletnie pustym parkingu wieczorową porą w zaparkowany samochód tatusia rąbnął tyłem inny samochód?  Nawet piątek, 13-go nie tłumaczy takiej koincydencji. Szczególnie, że po powrocie do domu mamusia i tatuś Gumpa znaleźli przy jego eleganckim legowisku kompletnie zniszczoną resorówkę.

Morał z tej bajki może być taki – nigdy nie należy nie doceniać inteligencji własnego psa.

Może być też taki – uważajcie, co oglądacie w telewizji i czy wasze psy czasem nie śledzą tego z zainteresowaniem. A resorówki ustawiajcie wysoko na półkach!

HEVEA

HEVEA

Fabryka Materaców Hevea to wielkopolski producent materaców i właściciel marki Hevea. Firma powstała w 2008 roku, a przez ponad 10 lat działalności produkty sygnowane znakiem Hevea zagościły w setkach tysięcy sypialni w Polsce i Europie. Teraz także dla naszych ukochanych zwierzaków.